Portare il cane al lavoro: a Verona diventa realtà per i dipendenti comunali. Dal 1° novembre 2026 entra in vigore la pet policy che permetterà ai lavoratori di Palazzo Barbieri di condividere la giornata con il proprio quattro zampe.
La giunta l'ha approvata dopo una sperimentazione partita nel 2023 nei Musei Civici e nel Museo di Storia Naturale, accolta bene sia dai dipendenti sia dai visitatori.
Le regole sono piuttosto precise. I cani potranno stare negli uffici individuali e in quelli condivisi, ma solo se tutti i colleghi hanno dato il consenso formale. Restano esclusi gli spazi a contatto diretto e continuo con il pubblico, le sale riunioni, le aule, i laboratori, i bagni e le aree pausa caffè. Servono almeno tre mesi di età, iscrizione all'anagrafe degli animali d'affezione, microchip, libretto sanitario, vaccinazioni e trattamenti antiparassitari in regola, più un'assicurazione per danni a terzi. Il guinzaglio non deve superare i 150 centimetri e per i cani oltre i 25 chili è richiesta una valutazione comportamentale a carico del proprietario.
Il consigliere delegato al benessere animale Giuseppe Rea sottolinea i vantaggi psicologici per i lavoratori e per i rapporti tra colleghi. E per alcuni cani avere vicino il proprietario è meglio che restare soli a casa per tante ore.
Però il punto che condivido di più è un altro: ogni cane è diverso. Un ufficio è fatto di rumori, telefonate, movimento continuo e persone sconosciute, e non tutti i cani lo vivono con serenità. Anche la convivenza tra più cani non è scontata. Inoltre il peso non dice nulla sull'equilibrio emotivo: anche un cane piccolo può mostrare stress con abbai insistenti, ringhi o irrequietezza. Una valutazione individuale, indipendente dalla taglia, sarebbe forse più sensata.
Insomma, bella iniziativa, a patto che la domanda giusta resti sempre: il mio cane, lì, sta bene?
Fonte: Amoreaquattrozampe.it
Jako dumny właściciel psa zawsze z zaciekawieniem śledzę takie badania, a nowe badanie o zwierzętach domowych 2024/2025 dało mi sporo do myślenia. Najpierw najważniejsze: 96 procent ankietowanych twierdzi, że ich zwierzę poprawia ich samopoczucie psychiczne i fizyczne. Z własnego doświadczenia mogę to tylko potwierdzić — mój pies jest dla mnie czymś znacznie więcej niż zwierzęciem domowym, jest rodziną.
Ciekawe wydało mi się to, że 83 procent postrzega swoje zwierzęta jako indywidualne osobowości. Właśnie dlatego zwracam teraz znacznie większą uwagę na to, czym karmię. Prawie połowa właścicieli byłaby otwarta na alternatywne źródła białka, takie jak białko z owadów, zwłaszcza jeśli cena byłaby odpowiednia. Przy zakupach dla wielu najważniejszym kryterium wciąż pozostaje jednak cena.
Co mnie niepokoi: już tylko 72 procent uważa swoje zwierzę za zdrowe, podczas gdy w 2020 roku było to jeszcze 80 procent. Wyższe koszty weterynarza mocno obciążają ponad dwie trzecie właścicieli, a wielu odkłada na to dodatkowe oszczędności. Jednocześnie 47 procent chciałoby rozwiązań cyfrowych, takich jak aplikacja do monitorowania zdrowia zwierzęcia.
Ostatecznie badanie pokazuje przede wszystkim jedno: nasze zwierzęta towarzyszą nam emocjonalnie, ale stoimy przed nowymi wyzwaniami — od kosztów po zrównoważony rozwój. Mam nadzieję, że branża potraktuje te wyniki poważnie.
Źródło: Interzoo
Agria i Szwedzki Klub Kynologiczny opublikowały nowe badanie dotyczące zwierząt domowych, a liczby przyjemnie się przegląda, jeśli lubi się zwierzęta. Badanie przeprowadziła firma Novus, a podstawą są odpowiedzi 10 284 właścicieli psów i kotów w wieku od 18 do 89 lat. Poprzednie odbyło się w 2024 roku.
Najważniejszy wniosek jest taki, że odsetek szwedzkich gospodarstw domowych z psem lub kotem wzrósł o nieco ponad punkt procentowy. Teraz 31 procent gospodarstw, czyli nieco ponad jedno na trzy, ma co najmniej jedno zwierzę domowe.
Psów przybywa. Ich populacja wzrosła o 2,7 procent do 951 000, a 15 procent gospodarstw ma psa. Wzrost jest najsilniejszy w Sztokholmie, we wschodniej części środkowej Szwecji, w Smalandii i na południu kraju. Co ciekawe, 741 000 psów mieszka w gospodarstwach, w których jest co najmniej jeden dorosły i nie ma dzieci, co komunikat interpretuje jako oznakę zmieniającego się stylu życia.
Koty z kolei spadły o 3,5 procent od 2024 roku, do szacunkowo 1 582 000. Mimo to kot wyraźnie pozostaje najpopularniejszym zwierzakiem Szwecji: 20 procent gospodarstw ma co najmniej jednego. Szczególnie chętnie wybierają je rodziny z dziećmi, gdzie kot jest u 30 procent gospodarstw z dziećmi poniżej 15. roku życia.
Monica Tuvelid, kierowniczka Agrii w Szwecji, nazywa wzrost liczby psów radosną wiadomością roku i zauważa, że kot i tak wiedzie prym, nie tylko wśród rodzin z dziećmi. Osobiście najbardziej interesuje mnie to, jak bardzo zwierzęta podążają za naszym stylem życia. Im więcej osób mieszka bez dzieci, tym częściej wydaje się, że wybierają psa, by dzielić z nim codzienność.
Źródło: Agria przez TT
Przeczytałem tekst redaktora Bezprawnika o tym, ile kosztuje leczenie psa, i chciałbym podzielić się najważniejszymi liczbami, bo każdy opiekun zwierzaka powinien je znać.
Autor, który ma psa i dwa koty, opisuje kilka historii. Usuwanie kamienia u adoptowanego, zaniedbanego psa kosztowało u dentysty dla ludzi około 200 zł w 2022 roku (bez znieczulenia), a u weterynarza rok później 400–500 zł. Z kolei smakołyk za jakieś 10 zł rozstroił psu żołądek i skończyło się niedzielną wizytą awaryjną z RTG i zastrzykiem przeciwwymiotnym: około 700 zł, z czego 300 zł to dopłata za dzień wolny od pracy. Ubezpieczenia autor nie wykupił, bo nie znał pełnej historii psa, a wyłączenia w ogólnych warunkach umowy go zniechęciły.
W tekście są też orientacyjne stawki z 2026 roku dla psów. Skręt żołądka to zwykle do 5 tys. zł. Zerwane więzadło krzyżowe to około 2–6 tys. zł. Złamana łapa to od 1 do 6 tys. zł, zależnie od tego, czy wystarczy gips, czy potrzebne są płytki i śruby. Chemioterapia to do 2 tys. zł za jedną sesję, RTG lub USG do 400 zł, usunięcie kamienia do 500 zł, kastracja 300–1000 zł, a doba w szpitalu do 400 zł.
Autor zaznacza, że ceny zależą od miasta, renomy kliniki i wielkości psa, bo większy pies potrzebuje więcej leków i opatrunków. Zwraca też uwagę, że morfologia u psa czy kota potrafi kosztować wielokrotnie więcej niż u człowieka, a nie ma publicznej „służby zdrowia” dla zwierząt.
Dla mnie wniosek jest prosty: warto mieć odłożoną poduszkę finansową na zwierzaka i dokładnie przeczytać warunki ubezpieczenia, zanim się je wykupi albo odrzuci.
Źródło: Bezprawnik
Wielu ludzi traktuje wymioty kota jako normalną część kociego życia, a nawet jako materiał na zabawne filmiki. Przeczytałem artykuł z CNN Brasil, który pokazuje, dlaczego takie podejście może szkodzić, więc streszczam go tutaj.
Tekst przypomina, że takie podejście może opóźnić rozpoznanie poważnych problemów. Prawdziwa kula sierści (trichobezoar) to ciemna, walcowata masa zbitej sierści, którą rzadko udaje się wydalić, chyba że chodzi o kota długowłosego lub mającego problemy żołądkowe. Wymioty jedzeniem, żółcią albo kilkoma luźnymi włosami to już inna sprawa. Zdjęcia lub filmy tego, co kot zwrócił, bardzo pomagają weterynarzowi.
Jeden punkt wydał mi się szczególnie ciekawy: weterynarz Bruna Oliveira z Med. Felina wyjaśnia, że to, co opiekun bierze za wymioty, bywa czasem kaszlem, jednym z objawów kociej astmy. Kot może kaszleć na sucho lub z wydzieliną, a właściciel zwykle zauważa tylko, że kot przełyka śluz. Jej rada jest prosta: jeśli kot kaszle, trzeba zbadać przyczynę, bo im szybciej zacznie się leczenie, tym lepsza jakość życia.
Artykuł rozróżnia też wymioty od zwracania pokarmu. Według specjalistki od kotów Paty Bastos zwracanie jest bierne, bez widocznego wysiłku, a jedzenie wraca w pierwotnym kształcie, bez żółci. Wymiotom zwykle towarzyszy oblizywanie warg, niepokój i nadmierne ślinienie się, a także skurcze brzucha. Częste zwracanie nie jest normalne, a pomóc może wolniejsze jedzenie, w mniejszych porcjach.
Kiedy się martwić? Jeśli chory kot wymiotuje kilka razy w krótkim czasie, leczenie choroby podstawowej może to rozwiązać. Ale wymioty kilka dni w tygodniu przez kilka tygodni wymagają badań, nawet jeśli kot wygląda dobrze, a opiekun już się do tego przyzwyczaił. Wniosek, jaki z tego wyciągam: przyzwyczajenie nie oznacza, że coś jest normalne.
Przeczytałam reportaż Al Jazeera Net o omańskiej agamie ogoniastej, gadzie, który stał się bardzo pożądany na rynku egzotycznych zwierząt domowych. Zawiera rzeczy, które powinien znać każdy, kto myśli o kupnie rzadkiego zwierzęcia.
Reportaż zaczyna od tła. Kilka miesięcy temu omańska policja udaremniła próbę przemytu jaszczurki z międzynarodowego lotniska w Maskacie. W 2012 roku podróżny przylatujący z Omanu został zatrzymany na lotnisku w Monachium z dziesiątkami takich zwierząt. Autor zebrał ostatnie ogłoszenia sprzedaży, w których cena wynosiła od 700 do 1000 euro za sztukę: 999 euro w Niemczech, 700 w Austrii, 800 we Francji i 1000 w Grecji.
Jaszczurka żyje tylko na ograniczonych nadbrzeżnych i pustynnych obszarach Omanu. To gatunek endemiczny, który kopie nory i spędza w nich większość życia. Przez długi czas naukowcy mieli o niej niewiele informacji. Niemiecki herpetolog Thomas Wilms oszacował w badaniu z 2002 roku, że liczba okazów znanych nauce przed rozpoczęciem badań w 1998 roku nie przekraczała trzydziestu. Następnie ruszył naukowy program hodowlany i udokumentowano pierwszy udany rozród w niewoli. Entuzjaści uważają to za początek tego rynku.
Najbardziej uderzająca jest kwestia „prania pochodzenia”. Dr Omar al-Sheikhly z Uniwersytetu w Bagdadzie uważa, że udany chów w niewoli może być wykorzystywany jako przykrywka dla przemytu dzikich zwierząt podawanych jako urodzone w niewoli. Raport „Skradzione dzikie zwierzęta 2” organizacji Pro Wildlife wskazał na rozbieżność między deklarowanym przez Oman eksportem a znacznie większymi liczbami w rejestrach innych krajów, gdzie figurują jako hodowane w niewoli: 182 w Stanach Zjednoczonych, 130 w Szwajcarii i 120 w Holandii.
Omańska Agencja Środowiska w raporcie rocznym za 2025 rok opisuje tę jaszczurkę jako gatunek o dużym znaczeniu ekologicznym i istotny wskaźnik kondycji ekosystemów suchych. Mój wniosek jest prosty: rzadkość podnosi cenę, a wyższa cena zwiększa zagrożenie dla zwierzęcia na wolności. Dlatego przed zakupem jakiegokolwiek egzotycznego zwierzęcia warto zapytać, skąd pochodzi.
Źródło: Al Jazeera Net
Czytając obszerny materiał Zooinform o wieku naszych zwierząt domowych, zwróciłem uwagę na kilka liczb. Według artykułu w Rosji mniej więcej co czwarte zwierzę domowe ma ponad siedem lat. Siedem lat to umowny próg dla statystyk i planowania asortymentu, a nie dokładny moment, w którym zaczyna się starość: duże psy starzeją się wcześniej, małe później i żyją dłużej. Zwierzęta w ogóle żyją dziś dłużej dzięki lepszemu żywieniu, dostępnej weterynarii, profilaktycznym badaniom i szczepieniom.
Artykuł przytacza też spis z 2023 roku, przeprowadzony przez Center for the Study of Animal Nutrition and Well-being wspólnie z IPSOS: w Rosji jest 49,2 mln kotów i 25,5 mln psów, a 23% kotów i 25% psów ma ponad siedem lat.
O diecie autor pisze, że nie ma uniwersalnej „diety dla seniorów”. Psy we wczesnej fazie starzenia tracą aktywność i łatwo tyją, a nadwaga nasila ból i stan zapalny stawów, dlatego często potrzebne są racje o mniejszej kaloryczności. W późnym etapie może być odwrotnie: spadek masy ciała i mięśni, osłabiony węch i potrzeba karmy bardziej aromatycznej i energetycznej. U kotów na pierwszy plan wysuwa się przewlekła choroba nerek, dlatego ważne są regularne kontrole i monitorowanie. Ciekawy szczegół: w badaniu Royal Canin starsze koty (średnio 11 lat) chętniej jadły mokrą karmę podgrzaną do około 37 °C, prawdopodobnie dlatego, że zapach jest wtedy silniejszy.
O suplementach tekst mówi uczciwie: najlepiej zbadane są kwasy omega-3 (EPA i DHA), dowody dla wielu innych produktów są niewystarczające, a suplementy nie zastępują diagnozy ani leczenia. Z praktycznych rzeczy do domu autor poleca podjazdy i schodki, ortopedyczne legowiska, maty antypoślizgowe i podstawki pod miski.
W części pytań i odpowiedzi na końcu czytamy, że młode zdrowe zwierzęta zwykle wystarczy zabrać do weterynarza raz w roku, a starsze mniej więcej co pół roku. Spacery powinny być krótsze, ale częstsze. Dla mnie ten tekst przypomina, że starość zwierzęcia to nie choroba, lecz okres, na który można się wcześniej przygotować.
Artykuł opublikowany w Posta podaje ciekawe liczby dotyczące codziennych wydatków właścicieli zwierząt. Chciałem się nimi podzielić.
Zgodnie z tekstem turecki rynek zwierząt domowych sięga około 70 miliardów lirów. Na świecie branża była warta w 2025 roku około 250 miliardów dolarów, z czego sam rynek karmy to około 30 miliardów. W Turcji ponad połowa sprzedaży pochodzi z karmy, a karma dla kotów i psów razem stanowi ponad 60% całości. Około 70% gospodarstw domowych, w których są zwierzęta, ma przynajmniej jednego kota.
Eren Üçüncü, dyrektor generalny Anadolu Pet Group, mówi, że branża rośnie w ostatnich latach dwucyfrowo, i spodziewa się, że karmy premium i super premium będą rosły szybciej niż rynek ogółem. Konsumenci zwracają dziś uwagę na jakość składników, źródło białka i wiarygodność produkcji. Wśród czynników wzrostu wymienia się urbanizację, rosnącą liczbę gospodarstw jednoosobowych, zmiany stylu życia po pandemii i traktowanie zwierząt jako członków rodziny. Popularne są także małe rasy psów, które dobrze pasują do życia w mieszkaniu.
Szacunki miesięcznych kosztów również robią wrażenie. Karma dla dorosłego kota kosztuje od 500 do 2000 lirów, a w segmencie premium od 2500 do 4500 lirów. Dla małego psa to od 500 do 2500 lirów, a dla dużej rasy od 1000 lirów, czasem ponad 5000. Konkretna kwota zależy od rodzaju karmy, wieku i wagi zwierzęcia oraz od ewentualnych specjalnych potrzeb żywieniowych.
W artykule pojawia się też Effeffe Pet Türkiye, założona w 2016 roku spółka joint venture Anadolu Pet Group i włoskiej firmy Effeffe. Zakład w Salihli w prowincji Manisa ma roczną zdolność produkcyjną 50 tysięcy ton, eksportuje do ponad 40 krajów i ma na celu zwiększenie udziału eksportu w obrotach z 25% do 50%.
Zapamiętam jedno: kiedy przynosisz do domu uroczego kota, przyjmujesz też regularny wydatek, który trzeba zaplanować.
Źródło: Posta
Jeśli masz psa lub kota, ta informacja z Ministerstwa Rolnictwa warta jest uwagi. We wtorek, 6 października 2026 roku, ministerstwo zorganizowało w Dżakarcie dyskusję w grupach fokusowych (FGD), by opracować wytyczne dotyczące stosowania dobrostanu zwierząt w hodowli psów i kotów.
I Ketut Wirata, dyrektor ds. weterynaryjnej ochrony zdrowia publicznego w Generalnej Dyrekcji Hodowli i Zdrowia Zwierząt, wyjaśnia powód: popyt na psy i koty jako zwierzęta domowe stale rośnie, a hodowla prowadzona jest już nie tylko przez firmy, ale także przez społeczności i osoby prywatne. Ministerstwo chce, by ten wzrost przebiegał zgodnie z zasadami zdrowia i dobrostanu zwierząt.
Zdaniem Wirata odpowiedzialna hodowla musi uwzględniać stan matki, zdrowie młodych, podstawowe potrzeby, żywienie i naturalne zachowania. Wśród zidentyfikowanych zagrożeń wymieniono nadmierne eksploatowanie suk hodowlanych, niewłaściwe zarządzanie rozrodem, nieodpowiednie warunki oraz źle kontrolowany chów wsobny, który zwiększa ryzyko problemów genetycznych u potomstwa. Ministerstwo podkreśliło również potrzebę zapobiegania masowej hodowli, w której zaniedbuje się dobrostan: przestrzeń, higienę, żywienie, opiekę zdrowotną i możliwość naturalnych zachowań łatwo pomija się.
Podstawę prawną stanowią rozporządzenie ministra rolnictwa nr 32 z 2025 roku o wdrażaniu dobrostanu zwierząt oraz rozporządzenie nr 34 z 2025 roku o zezwoleniach na działalność gospodarczą opartych na ocenie ryzyka w sektorze rolnym. Przygotowywane wytyczne techniczne mają obejmować dobre praktyki hodowlane, identyfikację zagrożeń zdrowotnych, dobrostan zwierząt i choroby odzwierzęce oraz kwestie nadzoru i kontroli. Wirata poprosił też uczestników dyskusji o szczegółowe uwagi wynikające z doświadczeń terenowych, aby wytyczne były realistyczne.
Uważam to za obiecujący krok. Jeśli planujesz kupić szczeniaka lub kociaka, warto najpierw zapytać, jak traktowana jest matka.
Źródło: ANTARA News
Przeczytałem artykuł w Thanh Niên o kleszczach i pchłach u zwierząt domowych. Chcę się nim podzielić, bo wielu ludzi nadal uważa, że to problem tylko psów i kotów.
Zgodnie z artykułem szpital weterynaryjny w Hue stale przyjmuje przypadki pasożytów krwi przenoszonych przez kleszcze i pchły. Doktor Trần Công Bằng, dyrektor szpitala weterynaryjnego MB Vet Huế, powiedział, że w ciągu zaledwie dwóch tygodni placówka przyjęła i wyleczyła ponad 30 psów z tą chorobą, a sytuację nazwał alarmującą. Kleszcze przenoszą pasożyty krwi Babesia i Ehrlichia, które u psów powodują wysoką gorączkę, krwawienia z nosa i krew w moczu, a bez szybkiego leczenia mogą doprowadzić do śmierci. Wiele psów zmarło już po przyjęciu do lecznicy, bo ich właściciele zlekceważyli problem.
Ryzyko dla ludzi jest równie istotne. Kleszcz, który spadnie na podłogę, może wspiąć się na łóżko i ugryźć człowieka, co może wywołać gorączkę plamistą lub boreliozę. U dzieci glisty psie i kocie (Toxocara) mogą powodować długotrwałe swędzenie skóry, pokrzywkę, kaszel, zamglenie wzroku, a nawet drgawki. Tasiemce i glisty z kału zwierząt mogą przenikać przez skórę bosych stóp, a bąblowiec psi (Echinococcus) tworzy torbiele w wątrobie i płucach, zwykle wymagające operacji.
Doktor Bằng daje konkretne zalecenia: regularne odrobaczanie (szczenięta i kocięta co dwa tygodnie do trzech miesięcy życia, potem co miesiąc do sześciu miesięcy, dorosłe psy co trzy miesiące), nieprzekazywanie surowego mięsa, niewypuszczanie zwierząt tam, gdzie leżą odchody innych zwierząt, mycie rąk mydłem po zabawie ze zwierzakiem, codzienne sprzątanie kupy i dezynfekcję podłogi. Nie pozwalajmy zwierzakowi lizać twarzy ani spać w łóżku, dopóki kleszcze i robaki nie będą dobrze kontrolowane. Jeśli dziecko ma swędzenie skóry lub pokrzywkę, które wracają po kontakcie ze zwierzęciem, należy je zbadać.
Dla mnie przesłanie artykułu jest proste: dobra opieka nad zwierzakiem to także troska o zdrowie całej rodziny.
Źródło: Thanh Niên
Kto ma psa lub kota, wie, że wizyta u weterynarza potrafi mocno uderzyć po kieszeni. Keuze.nl zebrał dane za 2026 rok i chcę się nimi tutaj podzielić.
Zwykła konsultacja kosztuje przy psie około 33–86 euro, a przy kocie 33–60 euro. Konsultacja pilna wieczorem lub w nocy podnosi koszt u psa do 105–560 euro, a u kota do 100–220 euro. Prosty zabieg operacyjny kosztuje u psa 500–1500 euro, a sterylizacja 389–525 euro. Leczenie nowotworów szybko sięga 1500–3000 euro. Ceny różnią się bardzo między lecznicami. Usługi weterynaryjne podlegają też wysokiej stawce VAT, czyli 21 procent, a taryfy w ostatnich latach rosły nawet trzykrotnie szybciej niż inflacja.
Rząd chce zająć się wysokimi kosztami. Sekretarz stanu Erkens chce przepisów ograniczających zyski weterynarzy, większej przejrzystości cenników, lepszej opieki w nagłych przypadkach i rozwiązania problemu braku personelu. Maksymalnych stawek na razie nie będzie, więc dla właścicieli w najbliższym czasie niewiele się zmieni.
Co można zrobić samodzielnie już teraz? Artykuł wymienia trzy rzeczy: sprawdzić, czy lecznica należy do sieci, i poprosić o cennik; zapytać z wyprzedzeniem o pisemny kosztorys; rozważyć ubezpieczenie zwierzęcia, które może zwrócić do 90 procent kosztów. Według tekstu podstawowe ubezpieczenie psa zaczyna się od około 15 euro miesięcznie, a kota od 9 euro. Warto sprawdzić, czy obejmuje choroby dziedziczne lub wrodzone, bo nie każdy ubezpieczyciel je pokrywa. Przy rasach ze znanymi problemami z oddychaniem, jak buldog francuski, ubezpieczenie może zwrócić się szybciej. Jeśli nie stać cię na leczenie, Stichting Sterk voor Dieren czasem udziela pomocy finansowej.
Uważam to za przydatne podsumowanie: lepiej z wyprzedzeniem zbudować poduszkę finansową niż liczyć koszty w środku nocy.
Źródło: Keuze.nl
Z okazji Światowego Dnia Zwierząt la Repubblica przytoczyła dane Eurispes o relacjach Włochów z ich pupilami. Najbardziej uderzył mnie kontrast: przywiązanie rośnie, ale rachunki też.
W 2026 roku mniej więcej co trzeci Włoch mieszka z co najmniej jednym zwierzęciem. Pies znów wyprzedza kota (41% wobec 37,1%) po remisie w 2025 roku. To, co naprawdę się zmienia, to jednak wydatki: w 2015 roku prawie połowa wydawała mniej niż 30 euro miesięcznie; dziś ta grupa spadła do 16%, większość wydaje od 31 do 100 euro, a ponad jedna czwarta przekracza 100. Ponad połowa wydaje ponad 50 euro na samo jedzenie.
Moim zdaniem jest też dobra strona: zmieniają się adopcje. W 2017 roku najczęściej wymienianym źródłem był sklep; dziś prawie 40% zwierząt pochodzi z ulicy albo ze schroniska. 23% osób, które mają już zwierzę, nie wzięło kolejnego z powodów finansowych, a 11,4% osób, które go nie mają, musiało całkowicie z tego zrezygnować.
Podczas lektury przyszli mi na myśl przyjaciele, którzy rozmawiają o ubezpieczeniach, o spadku na rzecz psa, o społecznej opiece weterynaryjnej. Kochanie zwierzęcia nie powinno stać się przywilejem. Liczby pokazują, że ta więź jest silniejsza niż kiedykolwiek — i że potrzebna jest polityka, która obniży koszty opieki, a nie tylko dobre chęci.
Źródło: la Repubblica